Maska

Co tu dużo gadać. Wszem i wobec wiadomo – mamy już taki syf w powietrzu, że (jak to żarcik mówi) jak otwierasz okno w Krakowie to wietrzysz Kraków, a nie pokój.

Trochę sprawę olewałem do momentu, aż nie włożyłem maski, którą kiedyś w jakimś gratisie dostałem. Po 15 min ją zdjąłem i wystarczyło. Na co dzień nos przyzwyczaja się do smogu, ale jak pochodzimy chwilkę w masce i ją zdejmiemy, to smród który wali w nos, pozbawia złudzeń. Spróbujcie, zgroza.

Nie ma wyjścia, trzeba zacząć chodzić w masce przeciwsmogowej. Zanim się spostrzegłem, miałem ich już kilka. Dlatego, idąc z (dusznym) duchem czasu, od dziś postaram wkręcać do looków, ten wdzięczny dodatek, jakim stała się maseczka antysmogowa.

Dla tych którzy chcą się w takową maskę zaopatrzyć – mikro wprowadzenie do tematu.

Jak biegasz, jeździsz, skaczesz, albo po prostu lubisz swobodnie i głęboko podyszeć, warto kupić maskę sportową. Taka niestety kosztuje koło 150 – 300. Np. Respro. Mają wymienne filtry, które trzeba zmieniać co miesiąc, dwa.

Jak potrzebujesz dotrzeć do pracy, czy coś w ten deseń, możesz śmiało używać maski „jednorazowej”. Można w takiej śmigać ze dwa miesiące, kosztuje w granicach 10 – 20 pln i występuje w rozmaitych kolorach i krojach. Coraz więcej firm street ciuchowych zaczyna je wprowadzać jako „fashion item”.

Tak więc od dziś, nie tylko zegareczki, paseczki, poszetki… Do grona dodatków wchodzą maski antysmogowe. Trochę słabo, wiem, no ale co zrobić.

(A tak swoją drogą to look fajny, nie?)

 

Continue Reading

kapelusze

Z kapeluszami to trzeba bardzo ostrożnie. Z olbrzymią łatwością można skończyć wpisaniem się w jeden z groteskowych kapeluszowych looków, które od czasu do czasu widać na ulicach.

Na przykład: student politechniki drugiego roku. Niezadbana broda, często długie włosy związane w kitkę, płaszcz, czarne martensy oraz zakupiony w HM-ie Trilby (nazywany przez dumnego właściciela Fedorą).

Lub też: student prawa, 1-3 rok. Zarost – ogolony na gładko, płaszcz, aktówka, „cześć, studiuję prawo”, głowa zwieńczona Fedorą (tym razem faktycznie fedorą i to trochę droższą niż kapelusz poprzednika, bo z Zary).

Albo: sąsiad z klatki nr 3 w klasycznym żółwiku (wykonanym ze skrawków skóry ze sklepu w pawilonie handlowym RENATA). Choć ten look ma swój słowiański urok, więc nie psioczę.

Ale to akurat oczywiste oczywistości. Można nie wpaść na te miny przy choćby odrobinie wyczucia. Bardziej subtelnych niuansów noszenia kapelusza jest przecież cała masa. Choćby to, że kapelusz bardzo wielu mężczyznom po prostu nie pasuje. Do twarzy, fryzury, stylu ubioru, motoryki ruchu. Nawet jak szykujemy stylówkę-pewniaka, czyli garnitur, kamizelka, klasyczne dodatki, to łatwo skończyć jak Pimp lub śmieszna podróba Ala Capone.

Sam od dawna miałem ochotę na kapelusz, ale zawsze, gdy mierzyłem jakiś, wyglądałem jak pajac. Zatem kiedy w końcu znalazłem taki, po którego przymiarce nie zarżałem do lustra, postanowiłem go od razu kupić.

Podsumowując, jeśli chcecie sobie sprawić kapelusz to krzyż na drogę.

Tym optymistycznym akcentem kończę ten strasznie niemerytoryczny wpis o kapeluszach.

No dobra, może jednak garść konkretów, żeby nie było…

Przy doborze kapelusza trzeba być świadomym kilku podstawowych zasad. Wszystkie w gruncie rzeczy opierają się na zależności między geometrią twarzy i kapelusza.

Jeśli mamy twarz długą i pociągłą, stronimy od wysokiej i stożkowatej główki kapelusza, bo taka wydłuży jeszcze naszą twarz. Przy twarzy okrągłej nie są wskazane kapelusze z szeroką i niską główką. To wszystko działa na podobnej zasadzie co dobór fryzury. Dążymy do zarysu owalnego.

Podobnie z całością sylwetki. Jeśli jesteś niski, to rondo raczej mniejsze, jesteś wyższy – rondo większe. Główną jednak, moim zdaniem, sprawą przy doborze kapelusza jest zasada: Zakładasz kapelusz i czujesz się jak podgrzybek? Nie jest to model dla Ciebie.

Ja tym razem wkomponowałem kapelusz w absolutnie niestandardowy, jak na tego typu nakrycie głowy, strój. A jego składowe to:

………………………

Pasek od Pat Guzik (projektantki rodem z Krakowa, która ostatnio bardzo fajnie się rozkręciła i mam nadzieje, że pójdzie w trochę bardziej w męskie rzeczy, bo póki co robi głównie dziewczyńskie), uwielbiam ten pasek.

Buty – Adidas Shadow Knit, które urzekły mnie materiałem. Slavic Batman by chodził.

Okulary – Ray Ban Erica Classic, klasyczne z ciemnozielonymi szkłami.

Long sleeve – Millions (ciuch made in Italy, kupiony w moim ulubionym TKmaxie), rękawy po kolana, uwielbiam.

Spodnie – klasyczne wojskowe bojówki z militarnego.

Skarpetki – Amen!

Amen!

 

Continue Reading

Słowiański glam

Bo w tym wszystkim rozchodzi się o kilka prostych spraw. Koncepcja i spójność to podstawa. Co z tego, że buty modne, że palto z żurnala, że dżinsy z dziurami robionymi przez samego wirtuoza nożyc z Paryża. Albo się trzyma kupy albo się nie trzyma. A przeważnie się nie trzyma. Zamożność zamanifestować łatwo – smak, już trudniej.

Osobiście myślę całymi lookami. Oczywiście dla niektórych męski styl to bardzo ścisły szablon konkretnych krojów marynarek, koszul wysokiej klasy, włoskich butów itp. Szanuję, ale to (przeważnie) nie ja. Let’s have some fun. Może to już w moim wieku niepoważne, ale bezspiny 😉

Tym razem wzięło mnie na połączenie stylu bardzo współczesnego streetu, z moją młodością. Pamiętacie instytucje „ruskiego rynku”? Trzeba było wstać o 7 rano w niedziele i śmigać w te pędy na ów „ruski rynek”. Pyk i już można było kupić zajebistą lornetkę (podjumaną zapewne z demobilu armii radzieckiej), tandetne zabawki, zestaw mega topornych narzędzi albo krzesła ogrodowe (tak to te ze zdjęcia, oryginalne i nie do zajechania).

Konkluzja – zupełnie nie wiem, jak związana z powyższą sesją – jest taka: nie ma sensu kupować wszystkiego, co modne i wrzucać na siebie bez cienia refleksji. Jasne, chcąc nie chcąc, zawsze się wbijamy w jakieś trendy, ale rzecz w tym, żeby dobrze wkomponować je w pomysł na siebie. Osobiście staram się przy zakupach patrzeć na rzeczy odstawiając na bok kwestię obecnego nań hajpu.

To tyczy się płci obojga. Wygląda super i będzie grało w moim wykombinowanym kombo? Biorę. Jest przy okazji „modne”? Ok. Nie, w zasadzie lepiej. Niby banał, ale jednak jak się rozglądam wokoło, to jakby 99% ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Podejście odwrotne jest, krótko mówiąc, złe. (Nie wdając się już w detale socjotechniczno-marketingowych numerów, jakimi raczy nas wielka i bezlitosna maszyna przemysłu modowego :D).

Koniec gadania. Ciuchy:

Spodnie kupione w Asosie. Polecam sprawdzać tam promocje, bo te na takowej trafiłem za niewielkie pieniądze. Materiał i ich, że tak powiem, architektoniczne własności są mega czadowe.

Bluza także Asos. Bejbi pink, więc nie szafować 😉

Adidas Superstar 2, bez komentarza.

Zegar Casio.

Fotki zrobiła magiczna  Mimolek

(Aha, muszę tu nadmienić, że wszystkie inne wpisy, tam gdzie nie piszę kto robił zdjęcia, te są spod palca znakomitego X. X jak DaftPunk nie chce pokazać twarzy, że to niby taki fajny marketingowy trik, czy jakoś tak. Ja tam nie wiem. X daje radę enyłej)

3manko !!!

 

 

 

 

Continue Reading

3 koła

W pewnym wieku, mimo wszystko, trzeba zacząć trochę o siebie dbać w zakresie kultury fizycznej, żeby nie wyglądać w wieku lat 40 jak parówka (lub jeszcze gorzej serdelek). Jako że idea chodzenia na siłownie nie jest mi bliska, raz z racji na to, że to chyba trochę nudna (ale nie wiem, bo nigdy nie byłem), a dwa, że jakoś wydaje się być mało ekscytujące (ja tam lubię jak jest adrenalina). Jogging też do mnie specjalnie nie przemawia (z takich samych powodów). Owszem, uprawiam inne sporty, ale bardzo sezonowe (jak na przykład narty), a teraz trzeba mi było czegoś bardziej codziennego.

Dawno temu, w liceum jeździłem na rolkach więc pomyślałem, że czemu nie… Zgadałem się w związku z tym, z moim znajomym, który to siedzi mocno w branży rolkowej. Pamiętam że powiedział mi: „Słuchaj, jak się wozić, to na najlepszym sprzęcie”. Tak oto stałem się posiadaczem rolek Powerslide Imperial Megacrouser.

Po co w ogóle piszę o modelu rolek zapytacie? A no po to, że powyższe to nowa jakość w rolkowaniu.  Powerslide zaczął propagować nową fale rolek 3 kołowych, która właśnie zaczyna być coraz bardziej popularna. 3 kółka o średnicy 125mm to zupełnie inna jazda niż klasyczne rolki. Są zwrotne, a jednocześnie piekielnie szybkie (mój rekord to 39,3 km/h, ale cały czas walczę o przekroczenie 40 -_-! ), a na dodatek można na nich skakać i jeździć śmiało po mieście.

Jednym słowem kupa zabawy, tłuszcz się pali, mięśnie pracują, a i wygląda się na nich całkiem dobrze. A jeśli o to wyglądanie idzie, to trzeba pamiętać o pewnym kompromisie między lookiem, a wygodą. Dlatego jak dżiny, to tylko takie co się rozciągają itd. Jeśli jesteś facetem, to nie odzieraj się z godności krótkimi getrami. Wiem, wiem, profesjonaliści w takich jeżdżą, ale bez przesady.

Jeszcze raz dzięki dla Mirka (piona stary!) i sklepu bladeville za rewelacyjne rolki, bo teraz codziennie zastanawiam się czy dziś znajdę czas żeby trochę pośmigać. Także jakby co, do zobaczenia na mieście 😉

Continue Reading

Black is black

Czarne jest czarne, jak to mawiają. Choć zawsze lubię tę czerń czymś przełamać. Tym razem miętą, choć niektórzy mówią, że to nie mięta tylko seledyn, czy jeszcze coś innego. Dużo różnych tkanin, ale dużo punktów wspólnych, na przykład w wykończeniach i krojach. Tak czy inaczej, diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

Continue Reading