Słowiański glam

Bo w tym wszystkim rozchodzi się o kilka prostych spraw. Koncepcja i spójność to podstawa. Co z tego, że buty modne, że palto z żurnala, że dżinsy z dziurami robionymi przez samego wirtuoza nożyc z Paryża. Albo się trzyma kupy albo się nie trzyma. A przeważnie się nie trzyma. Zamożność zamanifestować łatwo – smak, już trudniej.

Osobiście myślę całymi lookami. Oczywiście dla niektórych męski styl to bardzo ścisły szablon konkretnych krojów marynarek, koszul wysokiej klasy, włoskich butów itp. Szanuję, ale to (przeważnie) nie ja. Let’s have some fun. Może to już w moim wieku niepoważne, ale bezspiny 😉

Tym razem wzięło mnie na połączenie stylu bardzo współczesnego streetu, z moją młodością. Pamiętacie instytucje „ruskiego rynku”? Trzeba było wstać o 7 rano w niedziele i śmigać w te pędy na ów „ruski rynek”. Pyk i już można było kupić zajebistą lornetkę (podjumaną zapewne z demobilu armii radzieckiej), tandetne zabawki, zestaw mega topornych narzędzi albo krzesła ogrodowe (tak to te ze zdjęcia, oryginalne i nie do zajechania).

Konkluzja – zupełnie nie wiem, jak związana z powyższą sesją – jest taka: nie ma sensu kupować wszystkiego, co modne i wrzucać na siebie bez cienia refleksji. Jasne, chcąc nie chcąc, zawsze się wbijamy w jakieś trendy, ale rzecz w tym, żeby dobrze wkomponować je w pomysł na siebie. Osobiście staram się przy zakupach patrzeć na rzeczy odstawiając na bok kwestię obecnego nań hajpu.

To tyczy się płci obojga. Wygląda super i będzie grało w moim wykombinowanym kombo? Biorę. Jest przy okazji „modne”? Ok. Nie, w zasadzie lepiej. Niby banał, ale jednak jak się rozglądam wokoło, to jakby 99% ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Podejście odwrotne jest, krótko mówiąc, złe. (Nie wdając się już w detale socjotechniczno-marketingowych numerów, jakimi raczy nas wielka i bezlitosna maszyna przemysłu modowego :D).

Koniec gadania. Ciuchy:

Spodnie kupione w Asosie. Polecam sprawdzać tam promocje, bo te na takowej trafiłem za niewielkie pieniądze. Materiał i ich, że tak powiem, architektoniczne własności są mega czadowe.

Bluza także Asos. Bejbi pink, więc nie szafować 😉

Adidas Superstar 2, bez komentarza.

Zegar Casio.

Fotki zrobiła magiczna  Mimolek

(Aha, muszę tu nadmienić, że wszystkie inne wpisy, tam gdzie nie piszę kto robił zdjęcia, te są spod palca znakomitego X. X jak DaftPunk nie chce pokazać twarzy, że to niby taki fajny marketingowy trik, czy jakoś tak. Ja tam nie wiem. X daje radę enyłej)

3manko !!!

 

 

 

 

Continue Reading

Młody Papież

Młody Papież to rewelacyjny serial. Chylę czoła przed Paolo Sorrentino. Gdy pierwszy raz oglądnąłem Wielkie Piękno, zostałem kupiony od stóp do głów. Oglądałem ten film jeszcze kilka razy i za każdym razem wywołuje u mnie poruszenie, oraz iście ekstatyczne doznania estetyczne. Malarskość ujęć,  poszczególnych scen, muzyka, balansowanie pomiędzy delikatnym kiczem, a sztuką, bezapelacyjnie wysoką, Sorrentino opanował w sposób mistrzowski. Owszem, łatwo dopatrzyć się w jego filmach Felliniego, nie jest to jednak tandetna zrzyna z mistrza, a bardziej upgrade i update Jego stylu, aby działały idealnie w realiach współczesnych. Dlatego do serialu Młody Papież podszedłem entuzjastycznie, ale też z pewną obawą. Czyli tak, jak podchodzimy do rzeczy, które chcemy żeby były fajne, ale trochę strach że wcale fajne nie będą. Młody Papież fajny jest. Co tu dużo gadać. Serial pozbawiony jest może brawurowej, szybkiej akcji, ale nie o to w nim chodzi. Jest piękny na każdej płaszczyźnie, do samego końca intryguje, a główne postaci są cudownie wymyślone i zagrane. Nie ma czarno-białych charakterów, z którymi trzymamy, albo których nie lubimy od początku do końca. Wszyscy są z jednej strony bardzo ludzcy, z drugiej zaś lekko odrealnieni. Obrazki jakie serwuje nam warstwa wizualna, są po prostu cudowne. To jest chyba to, co urzekło mnie najbardziej. Wszystko jest tak cholernie ładne. Dlatego właśnie, wszystkim cholernie polecam. Ok, to była taka dygresja, bo mi się troszkę skojarzyło z dzisiejszą stylówką i dałem się ponieść. Także teraz już na temat. Bordowa, welurowa bluza z kapturem Naketano, tak milutka i gruba, że aż nie chce się jej ściągać . Pięknie mieni się w słońcu. Do tego ulubiona przeze mnie, ostatnio, bomberka Criminal Damage. No i zjechane jeansy, wbrew wszystkim bez dziur na kolanach, ale o ciekawym kroju. Miłego dnia 😉

Continue Reading

Black is black

Czarne jest czarne, jak to mawiają. Choć zawsze lubię tę czerń czymś przełamać. Tym razem miętą, choć niektórzy mówią, że to nie mięta tylko seledyn, czy jeszcze coś innego. Dużo różnych tkanin, ale dużo punktów wspólnych, na przykład w wykończeniach i krojach. Tak czy inaczej, diabeł zawsze tkwi w szczegółach.

Continue Reading